
Nie mam na myśli nic zdrożnego. Jestem w trakcie czytania „Śmierci w Breslau”. Dużo w niej mroczności i wnikania w „najbrudniejsze” zakamarki Wrocławia. Pewnego rodzaju rubaszność Eberharda Mocka jest ujmująca. Jedno jest pewne ten radca kryminalny lubi dobrze zjeść. A to sandacz z pikantną surówką z rzepy czy kruche ciasteczka przekąszane do herbaty.
Mnie zainteresował fragment o szpinaku. Jest on niezwykle nieapetyczny(fragment o szpinaku , a nie Anwaldt). Tyczy się on Anwaldta – człowieka, któremu przekazano śledztwo po Mocku.
„Spojrzał na kolację. Szpinak i jajko sadzone. Szybko przykrył talerz, aby odpędzić kolejny obraz: brunatne lamperie w jadalni sierocińca, mdłości, ból ściśniętego palcami nosa, lepka maź szpinaku wlewana do gardła aluminiową łyżką.
Jakby bawiąc się z samym sobą, znów odkrył talerz i zaczął bezmyślnie grzebać widelcem w jedzeniu. Rozciął cienką powłokę żółtka. Rozlało się obficie zalewając białko. Anwaldt odtworzył widelcem znany pejzaż: śliska dróżka żółtka wijąca się wśród tłustej zieleni szpinaku.”
Marek Krajewski „Śmierć w Breslau”, wyd. Znak, Kraków 2010 str. 104
Ja jako dziecko szpinaku nie lubiłam. Nawet Popey nie był w stanie mnie do niego przekonać. Teraz uwielbiam. Ciekawe czy moja propozycja zasmakowałaby wyżej wymienionemu panu?
Penne ze szpinakiem
makaron penne
2-3 ząbki czosnku
szpinak ( ja użyłam mrożonego w liściach)
cebula drobno pokrojona
odrobina gałki muszkatołowej
pieprz
utarty oscypek do posypania
Makaron ugotować. Ze szpinakiem postępować w sposób jak na opakowaniu. Wcześniej na oleju podsmażyłam cebulę z czoskiem i dopiero dodałam szpinak. Po powstaniu zielonej "papki" dodać pieprz i gałkę muszkatołową. Soli nie dodaję gdyż oscypek jest wystarczająco słony. Do szpinaku dorzucić ugotowane penne. Wymieszać i posypać oscypkiem.



Mniam,
OdpowiedzUsuńczęstuję się.
Ps: Jeśli masz ochotę i wolną chwilkę to zapraszam do Mnie na bloga - jest konkurs!:)
http://waniliowachmurka.blogspot.com/2010/07/wskrzeszone-wielkie-chrupanie-czyli.html
Buziak
Smacznego! :) A zajrzę i również ciepło pozdrawiam
OdpowiedzUsuńbardzo lubię szpinakowe penne:) ale nie robię zbyt często bo w domu tylko ja i córuś szpinak lubimy:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
co do szpinaku... to zupełnie nie rozumiem jak można było obrzydzić społeczeństwu szpinak właśnie. Kiedy powiedziałam mojej rodzinie, że robię im makaron ze szpinakiem [było to kilka lat temu, rodzice przyjechali do mnie w odwiedziny], to spojrzeli na mnie z lekkim strachem w oczach. Powiedzieli, że nie przepadają, ale ok - spróbują. I im zasmakował.
OdpowiedzUsuńJa pamiętam szpinak ze szkoły - jako bezsmakową papkę koloru brudnozielonego. Ble. Tylko że wtedy nikt nie pomyślał by dodać gałki muszkatołowej, czosnku a sera pleśniowego to wtedy chyba nie było jeszcze w sklepach...
Nino ja także. Myślę, że nie ma rzeczy nie do zjedzenia. Wszystko zależy od przyprawienia oraz podania. :)
OdpowiedzUsuńJeszcze do niedawna niestety szpinak obecny byl w sklepach jedynie mrozony i ten drobno siekany - z niego rzeczywiscie wyjsc mogla tylko papka. Teraz na szczescie mozna juz kupic mrozone cale liscie no i najwazniejsze swiezy szpinak, ktory smakuje mi najbardziej. Przymierzam sie do uprawiania szpinaku na poletku, ktos probowal ?
OdpowiedzUsuńJa świeżego niestety u siebie nie uświadczę. Chyba, że źle patrzyłam. Niestety w kwestii uprawiania szpinaku nie jestem ci w stanie pomóc.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam gazpachowo
Ania